Zamiast blokowiska – dobre miejsce dla życia

Dodano w kategorii: Aktualności, Dla przyszłych mieszkańców

Dłuższa wersja rozmowy, która ukazała się pierwotnie w Tygodniku Powszechnym (nr 13/2017. Dodatek „Nowe Żerniki. Modelowe Osiedle Wrocławia”)

Zamiast blokowiska – dobre miejsce dla życia

Z Piotrem Fokczyńskim, dyrektorem Wydziału Architektury i Budownictwa Urzędu Miejskiego Wrocławia i koordynator z ramienia miasta Wrocław projektu Nowe Żerniki rozmawia Jacek Antczak.

JACEK ANTCZAK: Ponad 80 lat po słynnej wrocławskiej WuWie, czyli wybudowanym w Breslau w 1929 roku modelowym osiedlu „Wohnung und Werkraum Ausstellung” – (Mieszkanie i Miejsce Pracy) Wrocław wpadł na pomysł, że też stworzy wzorcowy kawałek miasta, czyli osiedle wcielające w życie najnowsze idee urbanistyczne i architektoniczne, tyle, że już XXI wieku. Na „Osiedlu Europejskiej Stolicy Kultury – Nowe Żerniki”, początkowo zwanym WuWą 2 ma się po prostu dobrze żyć i mieszkać. Ale ta historia zaczęła się od… spalonego przedszkola na niemieckiej WuWie.

PIOTR FOKCZYŃSKI Gdy kilka lat temu, jako wrocławscy architekci, pojawiliśmy się na terenie WuWy, by rozważyć odbudowanie obiektu i stworzenie architektonicznego centrum szkoleniowego oraz siedziby samorządu zawodowego, poczuliśmy oddech historii. W unikalnym miejscu pomyśleliśmy, że czas pomyśleć o naszych zobowiązaniach wobec wrocławskiej społeczności. Czy mając sporą grupę działających we Wrocławiu świetnych architektów, sięgających po znaczące laury, nie możemy się skrzyknąć i podjąć próby zrobienia czegoś dla miasta. Tak, jak to się stało 80 lat wcześniej, kiedy powstała WuWa. To był pierwszy impuls, potem włączył się prezydent Rafał Dutkiewicz…

…i zapytał czy nie można wybudować we Wrocławiu osiedla, które będzie współcześnie „wzorcowym miejscem zamieszkania”, ale nie będzie na pokaz, tylko dobrym do życia.

Od razu założyliśmy, że nie będziemy robili fajerwerków architektonicznych i propagandy tylko wybudujemy wzorcowe osiedle. I że ten wzorzec będzie się odnosił do bieżącej sytuacji mieszkańców, do tego jak ludzie we Wrocławiu żyją, jakie mają problemy i potrzeby, jaka jest struktura społeczna, gdzie pracują… Chcieliśmy wpisać się w miasto.

Jak wybraliście lokalizację?

Poszukiwaliśmy jej, gdyż dobre miejsce oznaczało szansę wpisania się w strukturę i kierunki rozwoju przestrzennego Wrocławia. Od początku było jasne, że ma być to przede wszystkim dobre miejsce do życia dla wrocławian. To jest fascynujące, choć może nie odkrywcze, gdyż wszystkie tego typu osiedla, które oglądaliśmy w Europie zachodniej, również wychodzą z takiego założenia. Nie bez znaczenia też było,  by nieruchomość była własnością miasta.

Tylko jest podstawowa różnica. Tego typu osiedla modelowe powstają w świecie dzięki wielkim inwestorom, deweloperom, korporacjom, słowem – wielkim pieniądzom, a tu inspiratorem i koordynatorem jest samorząd Wrocławia. A osiedle powstaje w kooperacji miasta, deweloperów, architektów oraz mieszkańców. To coś nowego.

Na świecie są różne formuły struktury inwestycyjno-organizacyjnej takich przedsięwzięć. Słynny przykład – Haffen City w Hamburgu – był budowany przez spółkę z udziałem miasta. Takie osiedle nie może funkcjonować bez sporego udziału przestrzeni publicznych. Nas nie było na to stać, nie możemy się porównywać z kapitałem, jaki Hamburg w to włożył. Niemniej to blisko takiej struktury – mamy i publiczny pieniądz, i aktywność prywatną i komercyjną działalność deweloperów. Ale Nowe Żerniki pozostają projektem miejskim, które miasto Wrocław koordynuje i uczestniczy na każdym etapie.

Co jest w nim odkrywczego? Powstaje osiedle, i jasne jest, że powinny być tu sklepy, usługi, szkoła, dom kultury, park, infrastruktura…. Czy Wrocław nie chwali się czymś, co jest oczywiste?

W Polsce nie jest. To dobrze postawione pytanie, które od początku sobie zadawaliśmy i padało podczas rozmów z prezydentem: „Co w tym nadzwyczajnego? Dajmy to dobrym architektom niech nam to zaprojektują”. W komentarzach też padało: „Ale wymyślili, no nieprawdopodobne, zbudują osiedle, na którym wszystko będzie”. Uznaliśmy jednak, że to obowiązek miasta, które powinno tworzyć jak najlepsze miejsca do życia. Ale i architektów. Większość z najlepszych, którzy w tym biorą udział, przez całe życie projektuje na jakichś kulawych , wąskich, wykoślawionych działkach, bo ma takie zlecenia od deweloperów. Przecież oprócz „Nowych Żernik” przez całe zawodowe życie może się im nie zdarzyć projektowanie na takim dużym obszarze.

Na jak dużym?

Około 40 hektarów. Ale zaczynaliśmy od trzystu, zrobiliśmy szeroką, urbanistyczną przymiarkę. Później zeszliśmy do 40 hektarów, a potem do dziesięciu pierwszego etapu osiedla, który postawiliśmy jako wzór realizacyjny. Ta gradacja też była dla architektów fascynująca. Czynnie uczestniczyli w projektowaniu wielkiego fragmentu miasta. Jeżeli się nie wytworzy takiej przestrzeni do budowania, to nigdy nie sprawdzimy, czy ten niby banalny układ funkcjonalny zawierający przedszkole, zestaw usług, rekreację, zieleń, da się modelowo zaprojektować.

W założeniach nie ma supermarketu, jest za to osiedlowy bazarek, który ludzie lubią.

Bazar będzie nowością. Rzeczywiście takiego projektowania uczyliśmy się na studiach , więc pewnie Nobla za to nie będzie, ale pomyślelismy, że musimy to wreszcie przećwiczyć w realu. Niestety w Polsce, od czasów osiedli kompletnych budowanych w głębokim PRL-u z masą mankamentów, nikt czegoś takiego nie robił. W nowych samorządowych czasach, po 1990 roku, takich budów nie było. Zacznijmy pokazywać, że można. Każde miasto w Polsce powinno taką akcję przeprowadzić. Oczywiście według swojej metody. Trzeba wytworzyć wzorzec lokalny, który będzie promieniował. U nas najpierw na kolejne 30 hektarów, a jak wytworzy się kanon, to później deweloperzy będą go stosować, a i klient-mieszkaniec będzie tego wymagał.

Zaletą tego osiedla jest to, że nikt go nie będzie nazywał „sypialnią” Wrocławia. Tam się nie będzie spało, tylko… żyło.

Nie przylgnie też do niego określenie „blokowisko”.

Tego bali się mieszkańcy pobliskich Żernik. Teraz okazuje się, że mogą skorzystać. Nawet konkurs na projekt kościoła na osiedlu był wielka akcją, która opowiadała o znaczeniu obiektów sakralnych w całym kraju.

Akcja ESK Wrocław 2016 pod hasłem „Kościół: piękno i kicz”. wpisana była konkursem w to miejsce. To był pozytywny zbieg okoliczności, udany konkurs, kapitalny zwycięski projekt kościoła i wystawa pokonkursowa. To osiedle zaprojektowane jest kompletnie, teraz nasza głowa w tym, żeby było kompletnie wybudowane. Wracając do przysiółka, który tam był. Niby budowaliśmy w szczerym polu jednak mieliśmy punkty odniesienia i architekci się ich chwytali, bo lubią kontekst. W momencie, gdy chwyciło się ten stary przysiółek, w którym ludzie od wojny, z pokolenia na pokolenie jakoś sobie żyją, to wiedzieliśmy, że trzeba zszyć z nim nasz układ urbanistyczny.

No i jeszcze był w środku niemiecki bunkier. I pozostanie.

Schron przeciwlotniczy stał sobie samotny i nagle się okazało, że może być dobrym pretekstem w centralnym punkcie osiedla. A jak w centrum, to trzeba na jego kanwie zaprojektować dom kultury. To też był udany konkurs. Zwycięski projekt jest przygotowany do realizacji. Nie mogę się tego doczekać. Jestem przekonany że po wybudowaniu też będzie pretendentem do wielu nagród.

Dom kultury też ma być wzorcowy?

Tak, gdyż ma pokazać, że takie obiekty niekoniecznie muszą się mieścić w kontenerach albo być „typowym projektem”. Można stworzyć dla lokalnej społeczności miejsce spotkań, czyli jak to nazwaliśmy, Centrum Aktywności Lokalnej. To się dobrze sprawdza, gdyż mieszkańcy Wrocławia bardzo chętnie uczestniczą we wszystkich inicjatywach, które wzbogacają codzienne życie rodzin na osiedlach.

Jeszcze jedna rzecz niespotykana: współpraca deweloperów, mających przecież przeróżne interesy – w dosłownym sensie i dzielenie się pomysłami przez kilkudziesięciu architektów.

To są rzeczy fascynujące, uczestnictwo w tym projekcie co chwilę generuje takie pozytywne zjawiska. Przecież pierwotnie chcieliśmy to budować sami, jako miasto. Ale zrozumieliśmy, że nic z tego nie wyjdzie. Gdyby narodowy operator mieszkaniowy lansowany przez rząd zapytał nas, to byśmy odpowiedzieli, że nie da się stworzyć narodowego czy miejskiego developera, który zrobi wszystko. To właśnie różnorodność i konkurencyjność powoduje pozytywne efekty. W czasie pierwszej rozmowy ze Związkiem Firm Developerskich, wyczuwaliśmy dużą rezerwę. A teraz? Po pięć firm podchodzi do każdego przetargu na ostatnie działki. Na budowie „Nowych Żernik” jest pięciu deweloperów, którzy na co dzień się nie stykają. A tu wszyscy wchodzą na zorganizowany teren, gdzie jest jeszcze miejski generalny wykonawca i muszą się w to wszystko wpisać.

Projekt poprzedzały dziesiątki warsztatów i seminariów.

Zaczęliśmy od zaproszenia  socjologów. Chcieliśmy zobaczyć dla kogo my to robimy i czego nasz mieszkaniec potrzebuje. Nie do końca nam wyjaśnili, gdyż mieli ochotę przystąpić do nowych badań, a już byliśmy w akcji, więc musieli się oprzeć o dotychczasowe. Dopiero teraz się okaże, jaka jest struktura społeczności, bo zaczynają mieszkać ludzie, konsolidują się, nawet antagonizują i piszą do mnie maile… Na temat ogrodzeń.

Przecież miało nie być ogrodzeń, to nie będzie zamknięte osiedle.

Teraz przed nami, kontakty z ludźmi i monitorowanie tego, co im narysowaliśmy. Architekci tego nie lubią, bo można dostać po głowie. Ale jesteśmy blisko, będziemy mieli pierwsze spotkania z klientami, którzy kupili mieszkania i chcą się ogrodzić. Mówiliśmy, że nie wolno i zaprojektowaliśmy przydomowe ogródki z niskimi ogrodzeniami, czego oni nie tolerują. Polacy lubią się zasłonić. No i już wiemy, że będzie trzeba rewidować projekt i szukać kompromisów. W projektowaniu wielorodzinnym, gdzie klient jest anonimowy, moment konfrontacji z żywym człowiekiem jest kapitalny.

Niedawno Nowe Żerniki w RPA otrzymały nagrodę za najbardziej innowacyjny projekt miejski w konkursie stowarzyszenia planistów miejskich i regionalnych ISOCARP.

Jurorzy dostrzegli, to o czym rozmawiamy. Ale nie jest tak, że nie przywiązujemy wagi do samej architektury. Uczestniczyłem spotkaniach projektantów z deweloperami, gdzie dochodziło do standardowego momentu, czyli optymalizacji kosztów budowy i obdzierania pomysłu architektonicznego ze wszystkiego, co kosztuje. Architekci potrzebowali mojego wsparcia, trochę jako negocjatora pomiędzy pięknem a pieniądzem. I wiele rzeczy udało nam się uratować, ponieważ deweloperzy wiedzą, że wchodzą w coś unikalnego…

Nad czym Wrocław ma patronat.

I o czym się mówi w Polsce, a jak się okazuje, też na świecie. Gdy wszyscy patrzą, to nie wypada aż tak bardzo oszczędzać i zostawia się rzeczy, które ich zdaniem są ekstrawaganckie. Dzięki temu kultura architektoniczna tego osiedla będzie miała unikalny, nie tylko przestrzenny, ale i estetyczny ład. Jeżeli od 15 lat organizuję konkurs „Piękny Wrocław” i za ładny budynek dajemy nagrodę, to na Nowych Żernikach będziemy mieli kilkanaście budynków tej klasy postawionych na spójnym układzie urbanistycznym.

Media, kiedy usłyszały o „osiedlu ESK”, były zdziwione, że mijają miesiące, a wy się cieszycie, że jest już pełna infrastuktura. Dziennikarz stawał na środku pola i mówił „miało być San Francisco, a nadal jest klepisko”, i że drogi są, ale donikąd…

Nie wyobrażaliśmy sobie, że osiedle będzie stało, a na drogi ludzie będą czekali latami. Teraz dopiero widzę, jak strasznie trudno skoordynować czasowo sześć placów budów, a jednym z nich, jest cała infrastruktura. Bo to co widzimy na wierzchu, to jest nic, pod spodem są sieci, rury…

To wzięło na siebie miasto?

Tak, jeśli chodzi o drogi. Także spółka i miejskie MPWiK dobrze z nami współpracujeą. Ale w kooperację bardzo dobrze weszły też przedsiębiorstwa zewnętrzne, jak Tauron czy Fortum. I to wszystko na jednym placu budowy. W tej chwili mamy skończony układ drogowy, poza deweloperami stawiającymi budynki wielorodzinne, zaczynają swoje budowy kooperatywy mieszkaniowe. Ale wiadomo, że każdy wykończony budynek, będzie miał wyjście na chodnik i odpaloną latarnię, nasadzane są drzewa…

Nikt ich nie wyciął ostatnio?

Odwrotnie, będziemy pokazywali jaki dobry efekt mają nasadzenia zastępcze. W naszym planie jest park, który zaczynamy kształtować dzięki dużej ilości nasadzeń – to też będzie wzorcowy zaczątek parku. Teraz czeka nas jeszcze ostatni etap, właśnie projektujemy Domy Jednorodzinne Mistrzów.

Domy Mistrzów?

To robocza nazwa którą podnosząc sobie poprzeczkę nawiązujemy do słynnego osiedla w DESSAU . To jest kolejna odsłona modelowego osiedla. Ono jest zestopniowane. Widać to po budynku, który już stoi i nie przytłacza okolicznej zabudowy. To czego się obawiali pobliscy mieszkańcy, że na styku z ich domkami będzie blokowisko, nie jest prawdą. Im bardziej w głąb, tym bardziej się rozprowadzamy. A na końcu są działki, ponad dwadzieścia parceli. I tam postanowiliśmy pokazać, jak wrocławscy architekci wyobrażają sobie wzorcowe domy jednorodzinne. Projektowanie bez klienta jest trudne, ale możliwe. Pracujemy nad kolekcją domów, mówię „kolekcją”, gdyż koledzy architekci przestrzegają, żebym nie używał źle kojarzącego się określenia „katalog domów”, którą zaprezentujemy publiczności. Osoby, które będą chciały kupić działkę, będą musiały skorzystać z któregoś z projektów. Spodziewam się , że w rezultacie, powstanie tam cały przegląd kapitalnych realizacji.

 

To fajne, że nie przecinacie żadnych wstęg przy każdym kawałku oddanej ulicy, tylko tworzycie nowy kawałek miasta.

Nie ma potrzeby robienia eventów. Choć odczuwam niedosyt, bo wiecha na pierwszej budowie była udaną imprezą. Tego obyczaju nie można zaniedbać. Ale na poważnie, tam się po prostu dzieje i chciałbym by do mieszkańców Wrocławia docierało, że nigdy w zamiarze to nie było przedsięwzięcie propagandowe. Mam dla kolegów architektów wielki szacunek, bo zaangażowali mnóstwo wolnego czasu i pokazali, że dla nich architektura jest pasją. To osiedle jest przykładem obywatelskiego rozumienia naszego zawodu. Ale jak skończymy na pewno usiądziemy tam na ławkach i w domu kultury, popatrzymy i stwierdzimy, że warto było… A jak ktoś będzie chciał się dowiedzieć , jak się powinno budować dla ludzi, to mu opowiemy. Możemy to nawet nazwać „Mieszkanie ++” czyli „Mieszkanie z dwoma plusami”.

 

PIOTR FOKCZYŃSKI jest architektem, dyrektorem Wydziału Architektury i Budownictwa Urzędu Miejskiego Wrocławia. Koordynator z ramienia miasta Wrocław projektu Nowe Żerniki.